Hej! Czytałam wiele blogów pisanych przez zwolenniczki ruchu "Pro ana". Z racji z tego, że NIE uważam siebie za osobę szczupłą i chciałabym dotrzeć do wymarzonej wagi, czytając te blogi próbowałam się w ten sposób jakoś zmotywować. Nie twierdzę, że nic mi to nie dawało - bo dawało wiele, chociażby świadomość tego, że nie jestem z tym wszystkim sama, że nie ja jedyna zmagam się z takim problemem - waga, i, że nie ja jedyna jestem motylkiem. Ale nikt mnie nie pilnował, nie motywował tak dosłownie, nie było czegoś takiego jak: "kurcze, nie mogę zawieźć tych, którzy czytają mojego bloga"... i wtedy upadałam. Słowa "od jutra zacznę... dzisiaj się jeszcze na to skuszę.." , "hmm, no to od przyszłego tygodnia" , "od następnego miesiąca zaczynam i nie ma że boli"... I takie coś ciągnie się od września. Od września cały czas upadam. Podobno kiedy człowiek upada i nikt mu w tym nie pomaga, to wstaje sam, ale silniejszy. Coś w tym jest, niby czuję coraz więcej takiej siły w sobie, ale zarazem czuję, że jestem za słaba - za słaba na to wszystko. Ale czy dotrę do czegoś wmawiając sobie że nic nie potrafię? To takie błędne koło. Czas z tym skończyć. Będę tutaj dzieliła się moimi lepszymi chwilami, ale niestety też tymi gorszymi - których mam nadzieję będzie jak najmniej. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie - motylki - do siebie i pozwolicie mi dążyć do perfekcji. Pozdrawiam, trzymajcie się chudo.
