piątek, 14 sierpnia 2015

Day 1.

Hej!
Za niedługo nowy rok szkolny a mnie czeka 3 klasa gimnazjum. Niby nic takiego, a jednak coś innego. Ile ja bym dała, aby wakacje mogły trwać dłużej. Niestety to co dobre szybko się kończy, a my musimy wrócić do szkolnego trybu życia. Szkoła za dwa tygodnie, jednakże wszyscy wiedzą, że czas ten minie bardzo szybko i zanim się obejrzymy będziemy siedzieć na akademii rozpoczęcia roku szkolnego i ze smutkiem rozpamiętywać beztroskie chwile... No nic. Cieszmy się jeszcze dobrą pogodą, wolnym czasem i zróbmy coś ZE SOBĄ. Ja od dzisiaj rozpoczynam głodówkę tygodniową, żebym później mogła spokojnie z niej wyjść. Nie mogę patrzeć już na swoje pulchne ciało... grube uda, obwisły brzuch... Kiedy staję na wadzę i widzę jak wyświetla się 54 kg., to dostaje białej gorączki i aż odechciewa mi się cokolwiek robić. Wiem, że tak nagle szybko nie schudnę. Wiem. Jednak na razie chciałabym jakoś oczyścić swoje ciało, kiedy czuję burczenie w brzuchu czuję, że mam nad czymś kontrolę. Do głodówki dołączam również ćwiczenia. Cały czas będę tutaj pisała co się ze mną dzieje, jak się z tym czuję, czy waga spada...
Teraz uciekam, a ja pozdrawiam wszystkie motylki.
Trzymajcie się chudo.

środa, 22 kwietnia 2015

Tak na początek.

Hej! Czytałam wiele blogów pisanych przez zwolenniczki ruchu "Pro ana". Z racji z tego, że NIE uważam siebie za osobę szczupłą i chciałabym dotrzeć do wymarzonej wagi, czytając te blogi próbowałam się w ten sposób jakoś zmotywować. Nie twierdzę, że nic mi to nie dawało - bo dawało wiele, chociażby świadomość tego, że nie jestem z tym wszystkim sama, że nie ja jedyna zmagam się z takim problemem - waga, i, że nie ja jedyna jestem motylkiem. Ale nikt mnie nie pilnował, nie motywował tak dosłownie, nie było czegoś takiego jak:  "kurcze, nie mogę zawieźć tych, którzy czytają mojego bloga"... i wtedy upadałam. Słowa "od jutra zacznę... dzisiaj się jeszcze na to skuszę.." , "hmm, no to od przyszłego tygodnia" , "od następnego miesiąca zaczynam i nie ma że boli"... I takie coś ciągnie się od września. Od września cały czas upadam. Podobno kiedy człowiek upada i nikt mu w tym nie pomaga, to wstaje sam, ale silniejszy. Coś w tym jest, niby czuję  coraz więcej takiej siły w sobie, ale zarazem czuję, że jestem za słaba - za słaba na to wszystko. Ale czy dotrę do czegoś wmawiając sobie że nic nie potrafię? To takie błędne koło. Czas z tym skończyć. Będę tutaj dzieliła się moimi lepszymi chwilami, ale niestety też tymi gorszymi - których mam nadzieję będzie jak najmniej. Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie - motylki - do siebie i pozwolicie mi dążyć do perfekcji. Pozdrawiam, trzymajcie się chudo.